z fizjologicznego punktu widzenia


na pochybel jesiennym smętom
04/11/2008, 5:54 pm
Zaszufladkowany do: Kant | Tagi:

Można to było przewidzieć. Nie potrzebny był św. Jan ani Nostradamus. Nawet Się człowiek nawet zarzekał. Tak na wszelki… .Gdy Się miało zajęcia z psychologii w ramach specjalizacji nauczycielskiej mówili o takiej reakcji. Człowiek zapowiada, że będzie kiepsko, że coś nie wyjdzie, aby w razie czego powiedzieć “a nie mówiłem?”. Znamy to wszyscy z korytarzy naszych akademickich korytarzy. Nie zdam! O Matko z córką!… Profesor wywiesza listę i okazuje się, iż najwięksi prorocy swych osiągnięć z egzaminu wychodzą z db, bdb itd.

Mimo wszystko jakieś szanse były. Choć 5-ty i jego poprzednik mówiąc kolokwialnie dali mi po dupie (tu pociecha, że nie są oni homoseksualistami), to były szanse, większe nawet od bukmacherskich prognoz dla reprezentacji Benhackera na mistrzostwo Europy na ostatnim World Cup…

0,02. Słownie: dwie setne. Gdy zbiera się w tym samym czasie ok. 80 punktów ECTS to w tym momencie te 0,02 robi różnicę. Mogło to być 0,5 albo 0,7. Nieee, bo po co? Dokładnie 0,02 musiało mi zabraknąć do stypendium naukowe (^&@#%&^%#*!!!!!!!).

Zatem czas zarobić na się na mglistych ulicach pięknego miasta Wrocławia. Szukać szczęścia w ciemnych zakamarkach Psich Bud, czy też na deptakach ulicy Świdnickiej lub Oławskiej. Z powodu 0,02 prawdopodbnie zwiąże się z Rurą. Ale o tym następnym razem.

Pomimo wszystko omijają mnie jesienne nastroję. Przemiany chlorofilów w ich chromowych (nie mylić z chromymi) braci i siostry nie otwiera mi okna pokoju, miniatury jeziora Śniadrwy wokół zapchanych studzienek kanalizacyjnych nie otwiera mi kieszeni scyzorek. Na pochybel! Oi!

tymczasem polecam: Amon Tubin – Taxidermia EP



praca praca praca
12/08/2008, 10:43 am
Zaszufladkowany do: Mickiewicz | Tagi: ,

wakacje. Piękny czas. Każde dziecko, młodzian, student itd. wypatruje w kalendarzu upragnionej daty oznaczającej czas powszechnego lenistwa a dla starszych pijaństwa i dowolnej rozpusty. Różnica powstaje w dacie rozpoczęcia tego sodomowego czasu. Wakacje? lecz któż je ma ze studentów. My brać studencka w ramach procesu zwanego “dorośnij dziecko” lub “starzejemy się” zakasa zaraz po miażdżącej sesji (oby zdanej!) rękamy i idzie pracować za grosze gdziekolwiek. Z tej okazji niejako w kontrze/odpowiedzi/polemice lub być może wtórując wpisowi Sis (http://chyba.wordpress.com/2008/07/25/o-dobrodziejstwach-kapitalizmu/) cytuję wiersz pana Broniewskiego:

“Bezrobotny”

Nie mam za co jeść i pić,
trzeba robić , aby życ,
jak robota się nadarzy,
to przystanę do murarzy,
aby jeść i pić.

Bracie, bierz do ręki kielnię,
napracujesz się rzetelnie,
dadzą ci tu jeść i pić.
Staną ściany i sklepienie,
stanie wielki gmach-więzienie,
w tym więzieniu będziesz gnić.

Nie chcę ryglów, nie chcę krat,
pójdę sobie od was w świat,
wezmę z sobą młot ze stali
i przystanę do kowali,
nie chcę ryglów, krat.

Bracie , z nami wal obuchem,
jest robota nad łańcuchem,
na ten łańcuch czeka kat.
Wyjdzie z ognia hartowany,
zrobią z niego twe kajdany,
będziesz nieść je wiele lat.

Co mam robić, dokąd iść?
Chyba z głodu kamień gryźć.
Takie moje przeznaczenie:
bezrobocie, głód, więzienie.
Bracia, dokąd iść?

Towarzyszu, jest robota
i dla kielni , i dla młota,
tylko z nami śmiało stój.
Gdy nadejdzie dzień zapłaty,
będziesz młotem walił w kraty,
będziesz szedł w śmiertelny bój.

p.s. choć ja już dawno po swej wypłacie, tylko po ledwie tygodniu po niej, gdzie ona?



odkurzacz
08/07/2008, 10:34 am
Zaszufladkowany do: Mickiewicz | Tagi:

5 tygodni. Od tyle mnie nie było, choć nie hulałem, dziewek nie hańbiłem, nie paliłem i zbytnio nie piłem. Racze za zakasanymi rękawami walczyłem na śmierć i życie z sesją, 6 rudna, finalna dla mych licencjackich studiów, studiów pierwszego stopnia dziennych na kierunku biologia specjalizacja biologia z chemią matka z córką nauczycielska. Wygrałem choć wicher, choć kłody pod nogami, choć walka na zęby i noże, renty i emerytury oraz przebyte choroby udało się. Jestem wykształciuchem. Biolog, to ja.

A w między czasie tzw. zrodziło się od coś takiego:

„Zobowiązania”

Kofeina, nikotyna, Internet.

Poranne zobowiązania.

Nad miastem, po dachach wgramola się front napędzany

dymem z uchylonego okna mego pokoju.

„…apeluje się o nie pozostawianie samochodów

pod drzewami i słupami energetycznymi”

A niech ich! Prorocy! Przecież jeszcze

wczoraj nic nie zapowiadało zmiany pogody.

Siedząc razem umilaliśmy sobie sobą

wieczorne zobowiązania.

Internet, nikotyna, kofeina.

(więcej…)



rewolucyjny kierunek studiów a Robert Smith
28/05/2008, 10:01 pm
Zaszufladkowany do: Mickiewicz | Tagi: ,

Chińczycy wybudowali największą tamę na świecie to dlaczego ja miałbym spać? (w obu przypadkach wszakże chodzi o powstrzymanie). Studiując bardzo przyszłościowy kierunek (po studiach szeroki wachlarz barów gastronomicznych tudzież szybkiej obsługi, o hipermarketach niewspominając – oczywiście na dziale Chemia bo przecież 5 laborek z chemii nie może iść na marne) chyba muszę wstrzymać czynność fizjologiczną snem zwaną. No niby on potrzebny, no niby niezbędny (w kilku mądrych książkach o tym pisali), bo tradycja tak mówi, bo tak trzeba no i przede wszystkim tak babcia rzekła. Jeśli coś łamie tradycję to jest rewolucyjne. Fakt, moja/nasza ciocia S. jest rewolucyjna, na dodatek dosyć brutalna i bezwzględna no, ale cóż, taka jej natura. Kilka zatem takich seansów i do fan-clubu The Cure przyjmą mnie za samo upodobnienie się do Roberta Smith-a (może nawet członkostwo ze zwolnieniem od składki? na honorową prezesurę nie ma co liczyć chyba)

Skalpel – 5. Deep breath.mp3