z fizjologicznego punktu widzenia


Proces
11/05/2009, 10:32 pm
Zaszufladkowany do: Erasmus, Mickiewicz | Tagi:

tylko gdzie akt oskarżenia? tylko gdzie Prokurator?

jeszcze to Porucznikowe wzywanie Przyjdź! Przyjdź!
Przyszedł? Na pewno oni przybyli.
wzywają mnie na sąd
nie pomyślałbym Sędzio, jeśli mogę wtrącić się w Pańskie słowo, że to oni mnie wezwą .
Ci najbliżsi, najbliżsi polu rażenia mego zła.

wszyscy moi piękni, żywi i umarli
dalej, dalej choć
wszyscy moi święci, pierwsi i ostatni
dalej, dalej choć
wszyscy moi święci stąd, wołają mnie
na sąd
(…)
wołają, odsłaniają, pukają, mrugają, przyświecają

brutalne oskarżenia, bezkompromisowe. Wszystko co albo było mi najbliższe albo wydawało mi się, że jest mi bliskie teraz stoi naprzeciwko mnie. A pomyśleć, że całe życie bałem się ich, tych obcych, wrogów, tych których nienawidziłem, lub mnie nienawidzili. Których zabiłem, upokorzyłem, zgładziłem. To wszystko bez poczucia winy i wstydu. W końcu robiłem to z własnymi wrogami,a nie najbliższymi. Pole rażenia było większe niż sądziłem. Pole rażenia Grzechu jest zawsze większe niż się sądzi. Cokolwiek nie powiem to i tak będzie to marna obrona.
Takie było moje życie…

wszystkie drogi
wszystkie moje sny
dzikie myśli nieskończone dni
święta ziemia, wymarzony świat
głupia miłość, jeszcze jeden raz

wzywają mnie na sąd

zielone oko, przeźroczyste dno
światło zawodu, rozgwieżdżona noc
nocny pociąg, księżycowa dal
drogi donikąd, jeszcze jeden raz

gonitwa, obłuda, pozory, pozorne zwycięstwa, prawdziwe porażki,
bzdurne marzenia, ślepe uliczki. Choć czy na pewno ślepe, w końcu jednak jest tutaj.



Der Prozess
07/05/2009, 4:36 pm
Zaszufladkowany do: Kant, Mickiewicz | Tagi:

Podobno dozwolone to być powinno od lat 30… Zatem czy ten i następne teksty będą w jakiś sposób właściwe gdy na karku nie wiele ponad 20? Wiem, jestem pewien, że to czeka każdego, prędzej czy później.
Der Prozess, to oto dzieło Armii chciałbym wziąć pod moją, w większości subiektywną, interpretację. Gwoli informacji płyta powstała z interpretacji innego dzieła, jak ktoś nie zna to nawet nie chce mi się o tym pisać ;].

Jak ugryźć to? Z której strony? Nie wiem. Ja do płyty na obecną chwilę podchodzę z dwóch perspektyw. Jedna ta bardziej się narzucająca. Opis procesu, jego konsekwencji. Mojego, Twojego, kogokolwiek, a może nawet Józefa K., ale to już zawstydzająco powielany schemat. Druga interpretacja nasunęła mi się po wysłuchaniu wywiadu z Tomkiem Budzyńskim. Proces to spowiedź. Słuchający to ksiądz słuchający spowiedzi człowieka, który umiera. Jego ostatecznego wyznania grzechu, tuż przed ostateczną batalią z tym światem. Interpretacja mnie zawstydzająca. Człowiek klęka i wylewa do ucha z siebie wszystko. Każdy upadek, każdy zaparcie Się i Jego. Jak w filmie z tytułem pierwszego utworu. Główny bohater, zdeprawowany autentycznym złem policjant pada na kolana. Porucznik, zgrywający wielkiego gliniarza (“nikt mnie nie zabije, jestem policjantem” czy coś w tym stylu) pada przed Tym, który przychodzi. Nic nie mówi, ale patrzy się na policjanta, a on widzi w jego oczach swoje prawdziwe oblicze. Buntuje się, wydziera, widać jak wszystko co w nim złe po prostu wrze przed nieuniknionym. W końcu upada na kolana i całuje zakrwawione stopy.
To nie opis sceny filmowej. To scena, w której przyjdzie zagrać każdemu z nas.
A co z bohaterem z płyty?

Pociąg odjechał już bardzo dawno
Mój los zniknął mi z oczu
Wszystko pożera mój ogień
(…)
Moja historia jest krótka
Moja nadzieja to nic

Pływamy. Tu i teraz. Grzech i zatracenie, gdzieś przy którymś zanurzeniu potraciliśmy priorytety większe od fizjologicznych potrzeb. Niby jesteśmy sami ze sobą, pozostawieni w takim stanie przez nas samych, a jednak płonie w nas ogień. Skąd? Można by się domyślać, ale wydaje mi się że to nie jest ogień krzewu gorejącego na pustyni, raczej żywioł spalający, niszczący. Niszczący jednak grzesznika?


To coś zabiera mi serce
To coś zabija mój mózg
Nie mogę przestać krzyczeć (…)
Codziennie przeszywa mnie miecz
Codziennie trafia mnie kula

Odwieczna walka. O nas. On vs. on. Pole walki to jednak dusza. Raz jesteśmy najemnikiem jednej strony, innym razem drugiej. W tej walce to tylko my zwyciężamy, tylko my przegrywamy, tylko my ponosimy klęski i rany. Zamknięte serce umrze choć przeszyte Mieczem. Mózg w walce z duszą, o nas samych. Zmęczenie, “dajcie wy mi wszyscy święty spokój bo…”

Nie ma ze mną nikogo…

Nie będziesz mi mówił co mam robić
Ja biegnę do utraty tchu

Walka. Kolejne pole walki. Żyje się przecież raz. Szkoda życia. Tak przynajmniej słyszę na około, tak przynajmniej widzę na około i tylko od czasu do czasu coś szepcze mi do ucha, że coś… coś jest później. Od czasu do czasu. Tylko szept, ale potrafiący zagłuszyć czasem gwar i wrzawę Świata.
Naprawdę?

Czy Chrystus umiera za każdego?
Czy Chrystus umiera każdego dnia?

Daj mi szepcie dowody, namacalne, dotykalne, “wcielające się”. Jeśli takich nie masz to spieprzaj mi stąd. Widzę co widzę…

Ja jestem tylko stąd
Więc oko za oko i ząb za ząb

Dżungla. Jedynie nie wiem czy czuję to co czuję. Jedynie czasem w zakamarkach pokoju wołam o pomoc, czasem zadaje powyższe pytania. Lecz ciągle głucho, ciągły brak odpowiedzi.
Ukazuje mi się obraz osoby klęczącej. To było moje życie. To był mój Grzech, mój upadek.

Choć to wizja radosna. Spowiadający zdążył. Ubiegł tych (to?), przed którym nie udało się uciec bohaterowi np. książki. Siedząc we własnym pokoju, widząc swe życie, swój Grzech słyszy łomotanie do drzwi…