z fizjologicznego punktu widzenia


Katedra
02/06/2009, 6:44 am
Zaszufladkowany do: Kant

…doszliśmy

Heretyk czeka na stos,
na wieczny ogień i na wieczne niebo
Heretyk czeka na stos,
na wszystko to co się nie przyśniło

Ogień leci do chmur
Otwiera się właz i ucieka proch
Heretyk czeka na stos
Drabina śmieci, rakiety grzmot

piękne okoliczności przyrody. Ciemny, tajemniczy las w tą zaczarowaną noc.
To daje nadzieję. Nadzieję, że nie stanie się coś marnego i nieznaczącego. Czy uwierzyłem w siebie? Czy uwierzyłem w swoje winy? Czy stałem się swoimi winami? Nie oskarżając nikogo i niczego. Słuchaj to tylko moja wina. Jeśli tak to zgadzam się z Sędzią na uwolnienie energii drzemiącej w grzechu. Może sprawi ona, że ponownie ożyje. Trochę może to komiczne, może nie logiczne?

zieleń czeka na brąz
pocałunki i spojrzenia
zieleń czeka na brąz
wieczorny dom i wysokie drzewa
ja czekam na Ciebie i mnie
na pierwszy oddech i ostatni taniec
ja czekam na Ciebie i mnie
na księżyc jakiego nigdy nie widziano

nie może być inaczej. Choć to zbyt piękne? Za co miałby to otrzymać? Czym zasłużyłem na taką nadzieję? A może… a może to tylko zabawa. Bydlaku bawisz się ze mną i szyderczo uśmiechasz. Choć dla kogo aż taki teatrzyk? Musze uwierzyć choć co innego słyszę w uszach, choć co innego widzę w oczach tych, których teraz łuna bije po oczach. To moje przeznaczenie, moja wiara i wina, moja droga i moja cała miłość.

hej! hej! jeszcze wyżej leć!
jeszcze wyżej, coraz wyżej leć

szalona miłość

katedra czeka na świt,
wynurza łódź i otwiera drzwi
katedra czeka na świt
opada sen, topolowy liść
niebo zajmuje swój dom
drabina, okno, rakieta, mysz
niebo zajmuje swój dom
do domu wracam zabłąkany syn

jestem gotów.



Der Prozess
07/05/2009, 4:36 pm
Zaszufladkowany do: Kant, Mickiewicz | Tagi:

Podobno dozwolone to być powinno od lat 30… Zatem czy ten i następne teksty będą w jakiś sposób właściwe gdy na karku nie wiele ponad 20? Wiem, jestem pewien, że to czeka każdego, prędzej czy później.
Der Prozess, to oto dzieło Armii chciałbym wziąć pod moją, w większości subiektywną, interpretację. Gwoli informacji płyta powstała z interpretacji innego dzieła, jak ktoś nie zna to nawet nie chce mi się o tym pisać ;].

Jak ugryźć to? Z której strony? Nie wiem. Ja do płyty na obecną chwilę podchodzę z dwóch perspektyw. Jedna ta bardziej się narzucająca. Opis procesu, jego konsekwencji. Mojego, Twojego, kogokolwiek, a może nawet Józefa K., ale to już zawstydzająco powielany schemat. Druga interpretacja nasunęła mi się po wysłuchaniu wywiadu z Tomkiem Budzyńskim. Proces to spowiedź. Słuchający to ksiądz słuchający spowiedzi człowieka, który umiera. Jego ostatecznego wyznania grzechu, tuż przed ostateczną batalią z tym światem. Interpretacja mnie zawstydzająca. Człowiek klęka i wylewa do ucha z siebie wszystko. Każdy upadek, każdy zaparcie Się i Jego. Jak w filmie z tytułem pierwszego utworu. Główny bohater, zdeprawowany autentycznym złem policjant pada na kolana. Porucznik, zgrywający wielkiego gliniarza (“nikt mnie nie zabije, jestem policjantem” czy coś w tym stylu) pada przed Tym, który przychodzi. Nic nie mówi, ale patrzy się na policjanta, a on widzi w jego oczach swoje prawdziwe oblicze. Buntuje się, wydziera, widać jak wszystko co w nim złe po prostu wrze przed nieuniknionym. W końcu upada na kolana i całuje zakrwawione stopy.
To nie opis sceny filmowej. To scena, w której przyjdzie zagrać każdemu z nas.
A co z bohaterem z płyty?

Pociąg odjechał już bardzo dawno
Mój los zniknął mi z oczu
Wszystko pożera mój ogień
(…)
Moja historia jest krótka
Moja nadzieja to nic

Pływamy. Tu i teraz. Grzech i zatracenie, gdzieś przy którymś zanurzeniu potraciliśmy priorytety większe od fizjologicznych potrzeb. Niby jesteśmy sami ze sobą, pozostawieni w takim stanie przez nas samych, a jednak płonie w nas ogień. Skąd? Można by się domyślać, ale wydaje mi się że to nie jest ogień krzewu gorejącego na pustyni, raczej żywioł spalający, niszczący. Niszczący jednak grzesznika?


To coś zabiera mi serce
To coś zabija mój mózg
Nie mogę przestać krzyczeć (…)
Codziennie przeszywa mnie miecz
Codziennie trafia mnie kula

Odwieczna walka. O nas. On vs. on. Pole walki to jednak dusza. Raz jesteśmy najemnikiem jednej strony, innym razem drugiej. W tej walce to tylko my zwyciężamy, tylko my przegrywamy, tylko my ponosimy klęski i rany. Zamknięte serce umrze choć przeszyte Mieczem. Mózg w walce z duszą, o nas samych. Zmęczenie, “dajcie wy mi wszyscy święty spokój bo…”

Nie ma ze mną nikogo…

Nie będziesz mi mówił co mam robić
Ja biegnę do utraty tchu

Walka. Kolejne pole walki. Żyje się przecież raz. Szkoda życia. Tak przynajmniej słyszę na około, tak przynajmniej widzę na około i tylko od czasu do czasu coś szepcze mi do ucha, że coś… coś jest później. Od czasu do czasu. Tylko szept, ale potrafiący zagłuszyć czasem gwar i wrzawę Świata.
Naprawdę?

Czy Chrystus umiera za każdego?
Czy Chrystus umiera każdego dnia?

Daj mi szepcie dowody, namacalne, dotykalne, “wcielające się”. Jeśli takich nie masz to spieprzaj mi stąd. Widzę co widzę…

Ja jestem tylko stąd
Więc oko za oko i ząb za ząb

Dżungla. Jedynie nie wiem czy czuję to co czuję. Jedynie czasem w zakamarkach pokoju wołam o pomoc, czasem zadaje powyższe pytania. Lecz ciągle głucho, ciągły brak odpowiedzi.
Ukazuje mi się obraz osoby klęczącej. To było moje życie. To był mój Grzech, mój upadek.

Choć to wizja radosna. Spowiadający zdążył. Ubiegł tych (to?), przed którym nie udało się uciec bohaterowi np. książki. Siedząc we własnym pokoju, widząc swe życie, swój Grzech słyszy łomotanie do drzwi…



otóż
30/01/2009, 7:03 am
Zaszufladkowany do: Kant

wrócę. Na dniach pewnie. I zakrzyczę nie “howdy there!”, ale pewnie “bonjour” albo “goeiemorgen” (ewentualnie “dag!”). Ogłoszę ostateczny krach systemu korporacji siedząc gdzieś między kroplami deszczu popijając np. ….



na pochybel jesiennym smętom
04/11/2008, 5:54 pm
Zaszufladkowany do: Kant | Tagi:

Można to było przewidzieć. Nie potrzebny był św. Jan ani Nostradamus. Nawet Się człowiek nawet zarzekał. Tak na wszelki… .Gdy Się miało zajęcia z psychologii w ramach specjalizacji nauczycielskiej mówili o takiej reakcji. Człowiek zapowiada, że będzie kiepsko, że coś nie wyjdzie, aby w razie czego powiedzieć “a nie mówiłem?”. Znamy to wszyscy z korytarzy naszych akademickich korytarzy. Nie zdam! O Matko z córką!… Profesor wywiesza listę i okazuje się, iż najwięksi prorocy swych osiągnięć z egzaminu wychodzą z db, bdb itd.

Mimo wszystko jakieś szanse były. Choć 5-ty i jego poprzednik mówiąc kolokwialnie dali mi po dupie (tu pociecha, że nie są oni homoseksualistami), to były szanse, większe nawet od bukmacherskich prognoz dla reprezentacji Benhackera na mistrzostwo Europy na ostatnim World Cup…

0,02. Słownie: dwie setne. Gdy zbiera się w tym samym czasie ok. 80 punktów ECTS to w tym momencie te 0,02 robi różnicę. Mogło to być 0,5 albo 0,7. Nieee, bo po co? Dokładnie 0,02 musiało mi zabraknąć do stypendium naukowe (^&@#%&^%#*!!!!!!!).

Zatem czas zarobić na się na mglistych ulicach pięknego miasta Wrocławia. Szukać szczęścia w ciemnych zakamarkach Psich Bud, czy też na deptakach ulicy Świdnickiej lub Oławskiej. Z powodu 0,02 prawdopodbnie zwiąże się z Rurą. Ale o tym następnym razem.

Pomimo wszystko omijają mnie jesienne nastroję. Przemiany chlorofilów w ich chromowych (nie mylić z chromymi) braci i siostry nie otwiera mi okna pokoju, miniatury jeziora Śniadrwy wokół zapchanych studzienek kanalizacyjnych nie otwiera mi kieszeni scyzorek. Na pochybel! Oi!

tymczasem polecam: Amon Tubin – Taxidermia EP