Koniec spokoju, s(S)ąd się rozszalał. Mój proces już nie jest tylko moim procesem. Trafiając na wokandę już nie jest mój. Jego właścicielem jest każdy z was począwszy od s(S)ędziego. Ciężkie działa wytoczone gotowe do odpalenia, raczej na pokaz. Z takimi dowodami taka siła rażenia z zewnątrz mnie jest nie potrzebna.
Godzilla, Mothra i King kong
nadchodzi podziemny front, ciemny front
Godzilla wydaje okrzyk
Uderzyć w nie byle w co
No właśnie w co
Trzeba przyznać, że ten przede mną nawet nie ma za dużo roboty. Sam naprodukowałem oskarżycieli, świadków, dowody. Tylko potrzeba wydania rozkazu Do ataku!
Bo tam gdzie rosną poziomki
nadchodzi ostatni front
ciemny front
płynie statek burz
to statek burz!
Chciałbym. Chciałbym uciec do wspomnień z dzieciństwa. To chyba normalne przed końcem. Do wspomnień czystych i ciepłych.Ciepłe mleko, miękka trwa, pierwsza miłość. Wspomnienia. Do tej pory myślałem o nich jako o pozbawionych zła i Złego. Myliłem się.
To co najbliższe sercu i wspomnień uderza najmocniej. Tylko jak teraz to wszystko przyjąć na siebie i umrzeć?
już przypalone powietrze
syreny wyją przez noc
całą nocą
tego nie można zatrzymać
tego nie można cofnąć
już widać piękne konwulsje
już widać ekstazy pal
wielki pal
Śmierć? Piękny przywilej. Gdzieś Ktoś kiedyś napisał coś o wierze i przesuwaniu gór. To była jednak mowa o Dobru jako takim. A co z jego przeciwieństwem? Skoro teraz widzę, jak moje uczynki prowadzą mnie i moje otoczenie do co najmniej apokaliptycznych wizji. I tylko nadzieja, że Janek się nie mylił. Apokaliptyczne akcje są preludium końca?
to wszystko dzieje się teraz
to wszystko nie byle gdzie
Godzilla, Mothra i King kong
W piekle na ziemi i na samym dnie
czemu tak jestem spokojny?
czemu nie wstrząsa mną płacz? gorzki płacz
Godzilla, Monthra i King kong
Wezwani w porę i w czas
Wielki czas
Ja i wokół mnie. Ja i wszystko za mną. Świadomość tego wszystkiego w tym momencie graniczy chyba z spektrum percepcji zarówno fizycznej i duchowej. Widzi się wszystko, czuję się wszystko. Z jednej strony niesamowita, powalająca moc. Z drugiej strony taka sama powalająca Świadomość.
Za Świadomość i jej dorosła siostra o niesprecyzowanym przeze mnie imieniu. Córa wielu rodziców, dorosłości, odpowiedzialności, honoru, odwagi i poczucia słuszności. Obie mnie teraz podpierają. Tylko w jakiej pozie? Pod ramię czy za rękę?
tylko gdzie akt oskarżenia? tylko gdzie Prokurator?
jeszcze to Porucznikowe wzywanie Przyjdź! Przyjdź!
Przyszedł? Na pewno oni przybyli.
wzywają mnie na sąd
nie pomyślałbym Sędzio, jeśli mogę wtrącić się w Pańskie słowo, że to oni mnie wezwą .
Ci najbliżsi, najbliżsi polu rażenia mego zła.
wszyscy moi piękni, żywi i umarli
dalej, dalej choć
wszyscy moi święci, pierwsi i ostatni
dalej, dalej choć
wszyscy moi święci stąd, wołają mnie
na sąd
(…)
wołają, odsłaniają, pukają, mrugają, przyświecają
brutalne oskarżenia, bezkompromisowe. Wszystko co albo było mi najbliższe albo wydawało mi się, że jest mi bliskie teraz stoi naprzeciwko mnie. A pomyśleć, że całe życie bałem się ich, tych obcych, wrogów, tych których nienawidziłem, lub mnie nienawidzili. Których zabiłem, upokorzyłem, zgładziłem. To wszystko bez poczucia winy i wstydu. W końcu robiłem to z własnymi wrogami,a nie najbliższymi. Pole rażenia było większe niż sądziłem. Pole rażenia Grzechu jest zawsze większe niż się sądzi. Cokolwiek nie powiem to i tak będzie to marna obrona.
Takie było moje życie…
wszystkie drogi
wszystkie moje sny
dzikie myśli nieskończone dni
święta ziemia, wymarzony świat
głupia miłość, jeszcze jeden raz
wzywają mnie na sąd
zielone oko, przeźroczyste dno
światło zawodu, rozgwieżdżona noc
nocny pociąg, księżycowa dal
drogi donikąd, jeszcze jeden raz
gonitwa, obłuda, pozory, pozorne zwycięstwa, prawdziwe porażki,
bzdurne marzenia, ślepe uliczki. Choć czy na pewno ślepe, w końcu jednak jest tutaj.
całkiem stare, lecz z mojej perspektywy nadal aktualne:
Dzień niepodległości 2
Niedzielni patrioci
Flagi w kupie
Kupa flagW TV
W centrum miasta
W hipermarketachJedynie dziś promocja!
19,90 za flagę, maszt
Do niej dostajesz w prezencie!Wracając w niedzielę z
Kościoła lub hipermarketu
wyciągnij narodowe barwy
z tej kupy (ludzi)Rodzący w tzw. międzyczasie
Przełącza z jedynej
polskiej stacji na
irlandzką listę przebojów.
spłodzone kupę czasu temu. Teraz jedyne co się zmieniło to to,że piszę to z obczyzny.
Jedyną refleksją jaką bym dodał, że wolę polszyzm mimo wszystko rozcieńczony, u nas w macierzy. Ten zagraniczny, stężony wielokrotnie, najcześciej podgrzewany narodową mentalnością i duchem historii trawi mocniej niż kwas fluoroantymonowy czy woda królewska. Zaleca się unikać.
rzekłem
Zaszufladkowany do: Erasmus
Minął miesiąc. Czy mógłbym coś przez ten czas powiedzieć o belgijskich, a dokładnie rzecz biorąc, walońskich studentach? Czy może są oni niczym tolkienowscy hobbici, których choćbyś i przez 100 lat poznawał to i tak mogą oni cię zaskoczyć? Nie wiem i mam nadzieję, że studentów walońskich poznawać przez 100 lat nie będę musiał.
Przez miesiąc życia w Belgii w ramach Erasmus-a byłem na 1 “imprezie” (choć to w zasadzie wyjście na piwo jeno w igrekowym towarzystwie), ale przed swoim Susłem, po ciężkim dniu w imię św. Science skosztowałem piw 25 (z pozdrowieniami dla impacta ;] ). Choć studiuję i studiować będę przez te 5 miesięcy na uniwersytecie katolickim, stąd ochrzciłem się na ten czas katostudentem, jej studenci niewiele mają z tą religią wspólnego. Choć żyję w dosyć spokojnym “kocie” (kot, cot- akademik, nomenklatura administracyjna nomen omen) to nie przeszkodziło to, abym pewnego pięknego poranka ujrzał wychodząc bardzo-wcześnie-rano do pracy oparte o mój kot…złamane drzewo.Przez noc nie było wichur, burz, U.F.O., ani pielgrzymek. Były tylko studenckie imprezy z okazji czwartku.


Życie tutejszych etudiants kręci się wokół “circl”-ów. Czymże one są? Gdy w Polsce coponiektóre puby nazywałem “mordowniami” (pozdro dla bywalców wrocławskiej Strefy Zero!) uważałem, że się nie myliłem. Pomyliłem się. Circle to miejsca prowadzone w zasadzie przez studentów. Są circle każdego instytutu, miast walońskich, studentów z wymiany. Pijąc tam piwo (ewentualnie inne trunki alkoholowe) z plastikowego kubka nie masz pewności, że nikt wcześniej przed Tobą z niego nie pił. Również strój ubierany do tychże miejsc jest jedynym w swoim rodzaju. Studenci mają tu zestaw roboczy ubierany tylko i wyłącznie do tychże mordowni, zaczynając od butów kończąc na bluzach. Dlaczego? Specyficzne wymagania, niespotykana aura? Niewątpliwie. Jak powiedzieli to mojej koleżance z Polski jej sąsiedzi z kot-u: Jeśli jesteś w circlu i czujesz, że coś spływa Ci po plecach to ciesz się jeśli czujesz uczucie zimna. Tyle.
Piją, chleją, rzygają (nie mylić z wymiotowaniem) i znów piją i chleją. Aż dziw bierze, że za parę lat te same osoby w większości przejdą romantyczną metaforę i z pijaków, meneli, nieuków, nierobów, bumelantów przeistoczą się w poważnych panów i poważne panie, które wciągnie Babilon.
Nie znają angielskiego. Nie znają angielskiego. Nie znają angielskiego. Przyjeżdżając tu obawiałem się o moją komunikację, wszakże moje zdolności w posługiwaniu się brytolskim językiem nie są najlepsze. Zdolności zaniedbane nauką na uniwersytecie i pobieranie tu “lekcji języka angielskiego”. Jednak przy większości tutejszych studentów, a na pewno przy tych kilkudziesięciu napotkanych na ulicy, na sali gimnastycznej, w kocie… jestem Anglikiem od urodzenia.
Życie w tym studenckim miasteczku (doprawdy studenckim, na trzydzieści parę tysięcy mieszkańców tego miasteczka, 80% to studenci. 90% budynków są związane z uniwersytetem, a samo miasto zostało założone po schizmie językowej na katolickim uniwersytecie w Leuven. Założone od postaw) trwa od poniedziałku do późnego czwartku. Co z weekendem? Czyżbym się pomylił w ocenie tutejszych sióstr i braci. Gdzie weekendowe szaleństwo? Nie ma. Większość z nich w piątek grzecznie podąża do swoich rodzinnych domów, aby mamusia mogła wyprać, umyć i dać pieniądze na następne chlania. Wracają późnym popołudniem w niedzielę.
oj!