Podobno dozwolone to być powinno od lat 30… Zatem czy ten i następne teksty będą w jakiś sposób właściwe gdy na karku nie wiele ponad 20? Wiem, jestem pewien, że to czeka każdego, prędzej czy później.
Der Prozess, to oto dzieło Armii chciałbym wziąć pod moją, w większości subiektywną, interpretację. Gwoli informacji płyta powstała z interpretacji innego dzieła, jak ktoś nie zna to nawet nie chce mi się o tym pisać ;].

Jak ugryźć to? Z której strony? Nie wiem. Ja do płyty na obecną chwilę podchodzę z dwóch perspektyw. Jedna ta bardziej się narzucająca. Opis procesu, jego konsekwencji. Mojego, Twojego, kogokolwiek, a może nawet Józefa K., ale to już zawstydzająco powielany schemat. Druga interpretacja nasunęła mi się po wysłuchaniu wywiadu z Tomkiem Budzyńskim. Proces to spowiedź. Słuchający to ksiądz słuchający spowiedzi człowieka, który umiera. Jego ostatecznego wyznania grzechu, tuż przed ostateczną batalią z tym światem. Interpretacja mnie zawstydzająca. Człowiek klęka i wylewa do ucha z siebie wszystko. Każdy upadek, każdy zaparcie Się i Jego. Jak w filmie z tytułem pierwszego utworu. Główny bohater, zdeprawowany autentycznym złem policjant pada na kolana. Porucznik, zgrywający wielkiego gliniarza (“nikt mnie nie zabije, jestem policjantem” czy coś w tym stylu) pada przed Tym, który przychodzi. Nic nie mówi, ale patrzy się na policjanta, a on widzi w jego oczach swoje prawdziwe oblicze. Buntuje się, wydziera, widać jak wszystko co w nim złe po prostu wrze przed nieuniknionym. W końcu upada na kolana i całuje zakrwawione stopy.
To nie opis sceny filmowej. To scena, w której przyjdzie zagrać każdemu z nas.
A co z bohaterem z płyty?
Pociąg odjechał już bardzo dawno
Mój los zniknął mi z oczu
Wszystko pożera mój ogień
(…)
Moja historia jest krótka
Moja nadzieja to nic
Pływamy. Tu i teraz. Grzech i zatracenie, gdzieś przy którymś zanurzeniu potraciliśmy priorytety większe od fizjologicznych potrzeb. Niby jesteśmy sami ze sobą, pozostawieni w takim stanie przez nas samych, a jednak płonie w nas ogień. Skąd? Można by się domyślać, ale wydaje mi się że to nie jest ogień krzewu gorejącego na pustyni, raczej żywioł spalający, niszczący. Niszczący jednak grzesznika?
To coś zabiera mi serce
To coś zabija mój mózg
Nie mogę przestać krzyczeć (…)
Codziennie przeszywa mnie miecz
Codziennie trafia mnie kula
Odwieczna walka. O nas. On vs. on. Pole walki to jednak dusza. Raz jesteśmy najemnikiem jednej strony, innym razem drugiej. W tej walce to tylko my zwyciężamy, tylko my przegrywamy, tylko my ponosimy klęski i rany. Zamknięte serce umrze choć przeszyte Mieczem. Mózg w walce z duszą, o nas samych. Zmęczenie, “dajcie wy mi wszyscy święty spokój bo…”
Nie ma ze mną nikogo…
Nie będziesz mi mówił co mam robić
Ja biegnę do utraty tchu
Walka. Kolejne pole walki. Żyje się przecież raz. Szkoda życia. Tak przynajmniej słyszę na około, tak przynajmniej widzę na około i tylko od czasu do czasu coś szepcze mi do ucha, że coś… coś jest później. Od czasu do czasu. Tylko szept, ale potrafiący zagłuszyć czasem gwar i wrzawę Świata.
Naprawdę?
Czy Chrystus umiera za każdego?
Czy Chrystus umiera każdego dnia?
Daj mi szepcie dowody, namacalne, dotykalne, “wcielające się”. Jeśli takich nie masz to spieprzaj mi stąd. Widzę co widzę…
Ja jestem tylko stąd
Więc oko za oko i ząb za ząb
Dżungla. Jedynie nie wiem czy czuję to co czuję. Jedynie czasem w zakamarkach pokoju wołam o pomoc, czasem zadaje powyższe pytania. Lecz ciągle głucho, ciągły brak odpowiedzi.
Ukazuje mi się obraz osoby klęczącej. To było moje życie. To był mój Grzech, mój upadek.
Choć to wizja radosna. Spowiadający zdążył. Ubiegł tych (to?), przed którym nie udało się uciec bohaterowi np. książki. Siedząc we własnym pokoju, widząc swe życie, swój Grzech słyszy łomotanie do drzwi…
Nie ma jeszcze komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>