podążając za tytułem jednego z utworów Mr. Scruff-a otwieram niniejszym ten zapewne miliardowy blog na kuli ziemskiej. Na szczęście to nie przesłuchanie do czołowej firmy maklerskiej, ani tym bardziej casting dla studentów-kandydatów to mieszkania w obskurnym pokoju na końcu świata za 450 zł (plus rachunki i kaucja!). Nie muszę zatem prężyć muskułów, poprawiać CV, chodzić regularnie przez kwartał do solarium ani też witać się co 3 dzień u kosmetyczki. W zasadzie nic nie muszę, zdrowo. Patrząc trochę w przeszłość (w moim podeszłym wieku już niestety takie tendencje zaczynają sie pojawiać) to chyba 4 przygoda z blogiem. Ostatni (sie.blog.pl) jakoś dogorywa mnie lub bardziej naturalnie (jeśli w ogóle dosyć ryzykownie założyć, że coś co jest z definicji martwe może dogorywać). Cóż, ścisłe studia trochę zabierają z klimatu tfurczości dumnie zwanej przez co poniektórych poezją, i ta pozycja internetowa najbardziej na tym ucierpiała. Co będzie z tym? Się okaże, bo to nie konferencja platformy o., seminarium patriotyczne prawa i s. ani konwencja sojuszu l.d. (Sąd zabronił rozpowszechniania danych oskarżonych). Uprzejmie się również ostrzega, aby nie oczekiwać od tej pozycji internetowej jakiś specjalnie oryginalnych koncepcji prowadzenia bloga, blog jak blog. A czemu fizjol to się okaże…