Zaszufladkowany do: Kant
…doszliśmy
Heretyk czeka na stos,
na wieczny ogień i na wieczne niebo
Heretyk czeka na stos,
na wszystko to co się nie przyśniło
Ogień leci do chmur
Otwiera się właz i ucieka proch
Heretyk czeka na stos
Drabina śmieci, rakiety grzmot
piękne okoliczności przyrody. Ciemny, tajemniczy las w tą zaczarowaną noc.
To daje nadzieję. Nadzieję, że nie stanie się coś marnego i nieznaczącego. Czy uwierzyłem w siebie? Czy uwierzyłem w swoje winy? Czy stałem się swoimi winami? Nie oskarżając nikogo i niczego. Słuchaj to tylko moja wina. Jeśli tak to zgadzam się z Sędzią na uwolnienie energii drzemiącej w grzechu. Może sprawi ona, że ponownie ożyje. Trochę może to komiczne, może nie logiczne?
zieleń czeka na brąz
pocałunki i spojrzenia
zieleń czeka na brąz
wieczorny dom i wysokie drzewa
ja czekam na Ciebie i mnie
na pierwszy oddech i ostatni taniec
ja czekam na Ciebie i mnie
na księżyc jakiego nigdy nie widziano
nie może być inaczej. Choć to zbyt piękne? Za co miałby to otrzymać? Czym zasłużyłem na taką nadzieję? A może… a może to tylko zabawa. Bydlaku bawisz się ze mną i szyderczo uśmiechasz. Choć dla kogo aż taki teatrzyk? Musze uwierzyć choć co innego słyszę w uszach, choć co innego widzę w oczach tych, których teraz łuna bije po oczach. To moje przeznaczenie, moja wiara i wina, moja droga i moja cała miłość.
hej! hej! jeszcze wyżej leć!
jeszcze wyżej, coraz wyżej leć
szalona miłość
katedra czeka na świt,
wynurza łódź i otwiera drzwi
katedra czeka na świt
opada sen, topolowy liść
niebo zajmuje swój dom
drabina, okno, rakieta, mysz
niebo zajmuje swój dom
do domu wracam zabłąkany syn
jestem gotów.
Koniec spokoju, s(S)ąd się rozszalał. Mój proces już nie jest tylko moim procesem. Trafiając na wokandę już nie jest mój. Jego właścicielem jest każdy z was począwszy od s(S)ędziego. Ciężkie działa wytoczone gotowe do odpalenia, raczej na pokaz. Z takimi dowodami taka siła rażenia z zewnątrz mnie jest nie potrzebna.
Godzilla, Mothra i King kong
nadchodzi podziemny front, ciemny front
Godzilla wydaje okrzyk
Uderzyć w nie byle w co
No właśnie w co
Trzeba przyznać, że ten przede mną nawet nie ma za dużo roboty. Sam naprodukowałem oskarżycieli, świadków, dowody. Tylko potrzeba wydania rozkazu Do ataku!
Bo tam gdzie rosną poziomki
nadchodzi ostatni front
ciemny front
płynie statek burz
to statek burz!
Chciałbym. Chciałbym uciec do wspomnień z dzieciństwa. To chyba normalne przed końcem. Do wspomnień czystych i ciepłych.Ciepłe mleko, miękka trwa, pierwsza miłość. Wspomnienia. Do tej pory myślałem o nich jako o pozbawionych zła i Złego. Myliłem się.
To co najbliższe sercu i wspomnień uderza najmocniej. Tylko jak teraz to wszystko przyjąć na siebie i umrzeć?
już przypalone powietrze
syreny wyją przez noc
całą nocą
tego nie można zatrzymać
tego nie można cofnąć
już widać piękne konwulsje
już widać ekstazy pal
wielki pal
Śmierć? Piękny przywilej. Gdzieś Ktoś kiedyś napisał coś o wierze i przesuwaniu gór. To była jednak mowa o Dobru jako takim. A co z jego przeciwieństwem? Skoro teraz widzę, jak moje uczynki prowadzą mnie i moje otoczenie do co najmniej apokaliptycznych wizji. I tylko nadzieja, że Janek się nie mylił. Apokaliptyczne akcje są preludium końca?
to wszystko dzieje się teraz
to wszystko nie byle gdzie
Godzilla, Mothra i King kong
W piekle na ziemi i na samym dnie
czemu tak jestem spokojny?
czemu nie wstrząsa mną płacz? gorzki płacz
Godzilla, Monthra i King kong
Wezwani w porę i w czas
Wielki czas
Ja i wokół mnie. Ja i wszystko za mną. Świadomość tego wszystkiego w tym momencie graniczy chyba z spektrum percepcji zarówno fizycznej i duchowej. Widzi się wszystko, czuję się wszystko. Z jednej strony niesamowita, powalająca moc. Z drugiej strony taka sama powalająca Świadomość.
Za Świadomość i jej dorosła siostra o niesprecyzowanym przeze mnie imieniu. Córa wielu rodziców, dorosłości, odpowiedzialności, honoru, odwagi i poczucia słuszności. Obie mnie teraz podpierają. Tylko w jakiej pozie? Pod ramię czy za rękę?
tylko gdzie akt oskarżenia? tylko gdzie Prokurator?
jeszcze to Porucznikowe wzywanie Przyjdź! Przyjdź!
Przyszedł? Na pewno oni przybyli.
wzywają mnie na sąd
nie pomyślałbym Sędzio, jeśli mogę wtrącić się w Pańskie słowo, że to oni mnie wezwą .
Ci najbliżsi, najbliżsi polu rażenia mego zła.
wszyscy moi piękni, żywi i umarli
dalej, dalej choć
wszyscy moi święci, pierwsi i ostatni
dalej, dalej choć
wszyscy moi święci stąd, wołają mnie
na sąd
(…)
wołają, odsłaniają, pukają, mrugają, przyświecają
brutalne oskarżenia, bezkompromisowe. Wszystko co albo było mi najbliższe albo wydawało mi się, że jest mi bliskie teraz stoi naprzeciwko mnie. A pomyśleć, że całe życie bałem się ich, tych obcych, wrogów, tych których nienawidziłem, lub mnie nienawidzili. Których zabiłem, upokorzyłem, zgładziłem. To wszystko bez poczucia winy i wstydu. W końcu robiłem to z własnymi wrogami,a nie najbliższymi. Pole rażenia było większe niż sądziłem. Pole rażenia Grzechu jest zawsze większe niż się sądzi. Cokolwiek nie powiem to i tak będzie to marna obrona.
Takie było moje życie…
wszystkie drogi
wszystkie moje sny
dzikie myśli nieskończone dni
święta ziemia, wymarzony świat
głupia miłość, jeszcze jeden raz
wzywają mnie na sąd
zielone oko, przeźroczyste dno
światło zawodu, rozgwieżdżona noc
nocny pociąg, księżycowa dal
drogi donikąd, jeszcze jeden raz
gonitwa, obłuda, pozory, pozorne zwycięstwa, prawdziwe porażki,
bzdurne marzenia, ślepe uliczki. Choć czy na pewno ślepe, w końcu jednak jest tutaj.
Podobno dozwolone to być powinno od lat 30… Zatem czy ten i następne teksty będą w jakiś sposób właściwe gdy na karku nie wiele ponad 20? Wiem, jestem pewien, że to czeka każdego, prędzej czy później.
Der Prozess, to oto dzieło Armii chciałbym wziąć pod moją, w większości subiektywną, interpretację. Gwoli informacji płyta powstała z interpretacji innego dzieła, jak ktoś nie zna to nawet nie chce mi się o tym pisać ;].

Jak ugryźć to? Z której strony? Nie wiem. Ja do płyty na obecną chwilę podchodzę z dwóch perspektyw. Jedna ta bardziej się narzucająca. Opis procesu, jego konsekwencji. Mojego, Twojego, kogokolwiek, a może nawet Józefa K., ale to już zawstydzająco powielany schemat. Druga interpretacja nasunęła mi się po wysłuchaniu wywiadu z Tomkiem Budzyńskim. Proces to spowiedź. Słuchający to ksiądz słuchający spowiedzi człowieka, który umiera. Jego ostatecznego wyznania grzechu, tuż przed ostateczną batalią z tym światem. Interpretacja mnie zawstydzająca. Człowiek klęka i wylewa do ucha z siebie wszystko. Każdy upadek, każdy zaparcie Się i Jego. Jak w filmie z tytułem pierwszego utworu. Główny bohater, zdeprawowany autentycznym złem policjant pada na kolana. Porucznik, zgrywający wielkiego gliniarza (“nikt mnie nie zabije, jestem policjantem” czy coś w tym stylu) pada przed Tym, który przychodzi. Nic nie mówi, ale patrzy się na policjanta, a on widzi w jego oczach swoje prawdziwe oblicze. Buntuje się, wydziera, widać jak wszystko co w nim złe po prostu wrze przed nieuniknionym. W końcu upada na kolana i całuje zakrwawione stopy.
To nie opis sceny filmowej. To scena, w której przyjdzie zagrać każdemu z nas.
A co z bohaterem z płyty?
Pociąg odjechał już bardzo dawno
Mój los zniknął mi z oczu
Wszystko pożera mój ogień
(…)
Moja historia jest krótka
Moja nadzieja to nic
Pływamy. Tu i teraz. Grzech i zatracenie, gdzieś przy którymś zanurzeniu potraciliśmy priorytety większe od fizjologicznych potrzeb. Niby jesteśmy sami ze sobą, pozostawieni w takim stanie przez nas samych, a jednak płonie w nas ogień. Skąd? Można by się domyślać, ale wydaje mi się że to nie jest ogień krzewu gorejącego na pustyni, raczej żywioł spalający, niszczący. Niszczący jednak grzesznika?
To coś zabiera mi serce
To coś zabija mój mózg
Nie mogę przestać krzyczeć (…)
Codziennie przeszywa mnie miecz
Codziennie trafia mnie kula
Odwieczna walka. O nas. On vs. on. Pole walki to jednak dusza. Raz jesteśmy najemnikiem jednej strony, innym razem drugiej. W tej walce to tylko my zwyciężamy, tylko my przegrywamy, tylko my ponosimy klęski i rany. Zamknięte serce umrze choć przeszyte Mieczem. Mózg w walce z duszą, o nas samych. Zmęczenie, “dajcie wy mi wszyscy święty spokój bo…”
Nie ma ze mną nikogo…
Nie będziesz mi mówił co mam robić
Ja biegnę do utraty tchu
Walka. Kolejne pole walki. Żyje się przecież raz. Szkoda życia. Tak przynajmniej słyszę na około, tak przynajmniej widzę na około i tylko od czasu do czasu coś szepcze mi do ucha, że coś… coś jest później. Od czasu do czasu. Tylko szept, ale potrafiący zagłuszyć czasem gwar i wrzawę Świata.
Naprawdę?
Czy Chrystus umiera za każdego?
Czy Chrystus umiera każdego dnia?
Daj mi szepcie dowody, namacalne, dotykalne, “wcielające się”. Jeśli takich nie masz to spieprzaj mi stąd. Widzę co widzę…
Ja jestem tylko stąd
Więc oko za oko i ząb za ząb
Dżungla. Jedynie nie wiem czy czuję to co czuję. Jedynie czasem w zakamarkach pokoju wołam o pomoc, czasem zadaje powyższe pytania. Lecz ciągle głucho, ciągły brak odpowiedzi.
Ukazuje mi się obraz osoby klęczącej. To było moje życie. To był mój Grzech, mój upadek.
Choć to wizja radosna. Spowiadający zdążył. Ubiegł tych (to?), przed którym nie udało się uciec bohaterowi np. książki. Siedząc we własnym pokoju, widząc swe życie, swój Grzech słyszy łomotanie do drzwi…