z fizjologicznego punktu widzenia


o mistyce, swego rodzaju
24/08/2010, 7:49 am
Filed under: Kant

Ktoś by mógł zadać celne, wg niej/niego, pytanie.

Czym to, że słuchając muzyki o przekazie religijnym, dotykającym cię, nie jest oto dowodem na Istnienie? Głupcze, Istnienie wszakże może działać tak na ciebie, przez muzykę skoroś do słów nie rozumny!

Nie do końca - odpowiadam.

Kultura, sztuka mogą obdarowywać człowieka (podobno również krowy w hodowli i paprotki w babcinych, domowych pieleszach) odczuciami mistycznymi. Przynajmniej można tak to ogólnie nazwać. Słuchając niektórych płyt, pojedynczych utworów dreszcz potrafi przechodzić przez ciało  jakbyśmy byli rażenie 220V z kontaktu, do którego – nie wiedząc czemu – wsadziliśmy swój mokry, palec serdeczny. Tu jednak nie ma takich oto okazów niepoczytalności. Muzyka, czyli koniec końców fala elektromagnetyczna, odbierana przez nasz narząd słuchu (czasem i narząd dotyku w skórze, zależy) zaczyna oddziaływać na mózg (holistycznie, poruszając nie tylko pole odbierające i analizujące informację płynące z neuronów ucha), przed oczami stają tam nasze wyobrażenia (spowodowane muzyką) tak mocne, że czujemy się jak w filmie 5D. Czujemy dreszcze, ciepło, zimno, zgodnie z falami muzyki. Włosy stają nam dęba, serce zaczyna bić mocniej lub się wprost przeciwnie uspokaja. To wszystko to nie omamy, lecz mój opis muzyki wybitnej. Z jednego zmysłu odbierana potrafi oddziaływać na pozostałe, dając właśnie doznania na wskroś mistyczne.
Potrafi to wywołać Księga Eklezjastesa Kormoranów, Stare miasto Lao Che, ale i Lead squid The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble czy Keep the street empty for me Karin Dreijer Andersson tj. Fever Ray. Pieśni, które bazują na tekstach biblijnych (pierwszy wymieniony), wyobrażeniach wojny (kolejny), emocjach nocy (ostatni) czy też ograniczające się (?,ograniczające się?) słownie intrumentale. Przekaz pierwszego wymienionego utworu nie przekreśla mistyki muzyki, nie odbiera niczego utworowi ostatniemu ani samemu sobie. Muzyka jako taka, czy śpiewa o Istnieniu, nieIstnieniu, nocy, dorastaniu, nie dorastaniu, śliwkach, wódce, śliwowicy, Nietzsch’em czy po prostu o niczym potrafi być mistyczna i nie jest to dowód na cokolwiek innego oprócz właściwości niej samej. Piękna poruszająca pieśń o dziadku mrozie, wykonana w języki staropolskim, zagrana przez duży zespół multiinstrumentalistów, miażdżąca w swoim przekazie nie jest przeto dowodem na to, jak Dziek Mróz wpływa na moje uczucia, czy ogólnie na jego istnienie. Utwór o jedzeniu pieczonej kury nie musi gloryfikować mięsożerstwa a potępiać wegetarian. Zatem ogólnie, treść może, ale nie musi wznosić na pułap mistyki utworu muzycznego.

phisjol



Ktoś by mógł zadać celne, wg niej/niego, pytanie.

<blockquote>Czym to, że słuchając muzyki o przekazie religijnym dotyka cię ona, nie jest oto dowodem na Istnienie? Głupcze, Istnienie wszakże może działać tak na ciebie, przez muzykę skoroś do słów nie rozumny!</blockquote>

<blockquote>Nie do końca – odpowiedziałem</blockquote>

Kultura, sztuka mogą obdarowywać odczuciami mistycznymi. Przynajmniej można tak to ogólnie nazwać. Słuchając niektórych płyt, pojedynczych utworów dreszcz potrafi przez ciało przechodzić jakbyśmy byli rażenie 220V z kontaktu, do którego – nie wiedząc czemu – wsadziliśmy swój mokry, palec serdeczny. Tu jednak nie ma takich oto okazów niepoczytalności. Muzyka, czyli koniec końców fala elektromagnetyczna, odbierana przez nasz narząd słuchu (czasem i czucia w skórze, zależy) zaczyna oddziaływać na mózg (holistycznie, poruszając nie tylko pole odbierające i analizujące informację płynące z neuronów ucha), przed oczami stają tam nasze wyobrażenia (spowodowane muzyką) tak mocne, że czujemy się jak w filmie 5D. Czujemy dreszcze, ciepło, zimno, zgodnie z falami muzyki. Włosy stają nam dęba, serce zaczyna mocniej bić. To wszystko to nie omamy, lecz mój opis muzyki wybitnej. Z jednego zmysłu odbierana potrafi oddziaływać na pozostałe, dając właśnie doznania na wskroś mistyczne.
Potrafi to wywołać <em>Księga Eklezjastesa</em> Kormoranów, <em>Stare miasto</em> Lao Che, ale i <em>Lead squid</em> The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble czy <em>Keep the street empty for me</em>Karin Dreijer Andersson tj. Fever Ray. Pieśni, które bazują na tekstach biblijnych
(pierwszy wymieniony), wyobrażeniach wojny (kolejny), emocjach nocy (ostatni) czy też ograniczające się (?,



o niedopasowaniu
16/08/2010, 11:09 am
Filed under: Kant

Moja droga nie dopasowaliśmy się do siebie. Taka jest prawda. Choć na nasze usprawiedliwienie trzeba dodać, że nie mieliśmy zbytnio wyboru.
Zastawiam się od razu o tym czy jesteś mi droga. Z jednej strony nauczyłaś mnie wszystkiego co potrafię, łącznie z tym co powoduje, że mam zdolność uciekać od Ciebie. Z drugiej strony jednak moje rodzeństwo, które ma niebagatelny wpływ na Ciebie doprowadziłoby mnie dawno do tzw. zalania się krwią. Nie wiem gdzie bym miał wlać te pi razy ok. 5 litrów krwi by móc dokonać tego honorowego w pewnych kulturach czynu, ale wewnętrzny stoicyzm mi na to nie pozwala.
Moja droga, gdyż być może z powodu jakiś szans na wyżej wymienione zalanie się krwią, jesteś mi faktycznie bliska. Lecz coraz mocniej czuję, że uczucie to raczej platoniczne i od razu dodam, że nie chcę doczekać wydarzeń, które by radykalnie miały sprawdzić czy platoniczna miłość może bohatersko przekształcić się w coś innego.
Moja droga, chciałbym wziąć separację od naszego Ciebie. Nie wyrzekam się tego wszystkiego co nas łączy, ale sposób w jaki moje rodzeństwo, a Twoje dzieci zaczynają zdobić pokoje reprezentatywne nie odpowiada mi mówiąc delikatnie. Spuszczając lekko z tego delikatnego tonu ogarnia mnie wręcz na myśl o tych szachownicach wokół niemożebna furia, opanowywana jakoś przez łańcuchu stoicyzmu.
Na koniec nie wiem jednak, którą puentę dla tego monologu wybrać, obie jakoś mi pasują:

www.daily.art.pl/index.php?d=2006-09-27

czy też


[za daily.art rzecz jasna]

phisjol




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.